
|
2008-04-21 20:46:27 O ciemności i powietrzu Powietrze zawierało taką ilość wilgoci, że na granicy z czymkolwiek woda skraplała się w nieprawdopodobnym tempie. Spadające z sufitu krople wody, sprawiały wrażenie deszczu. Z założenia deszcz pada z chmur, jednak kiedy podnieśliśmy oczy ku górze, ujrzeliśmy betonowy sufit. Woda tam tworzyła dziwny zamknięty obieg. Skroplona z sufitu spadała na posadzkę, stamtąd znowu parowała. Jednak nie działo się to w takim tempie, w jakim paruje woda z jeziora lub morza. Ona właściwie nie parowała, lecz powoli unosiła się, od niechcenia szybowała w górę pomiędzy cząsteczkami powietrza. Działo się to tak powoli ponieważ w powietrzu unosiła się już taka ilość pary wodnej, że nie było miejsca na więcej. Wszystko tam było nieruchome. Kiedy oddech wydostawał się z płuc, był widoczny w formie białego obłoku. Zjawisko to jest spotkane często w niskiej temperaturze. W normalnych warunkach w ciągu sekundy znika rozpraszając się. Tu gdzie nieruchome jest nawet powietrze, nasz oddech nigdzie się nie śpieszy. Lewituje przed nami, jakby ktoś wielki worek białej waty powiesił na nitce i przykleił koniec nitki do sufitu. Ta biała plama, zasłania nam widok. To my musimy wykonać ruch, krok w bok aby zeszła z naszego pola widzenia. Wilgotność powietrza jest tam tak duża, że aby zrobić zdjęcie, muszę przed naciśnięciem spustu migawki w aparacie przetrzeć obiektyw. Nie jednorazowo. Muszę go przecierać co kilkanaście sekund. Miejsca które nie dosięgną spadające krople wody z sufitu, pokryją się warstwą wody poprzez powietrze. Otaczające nas powietrze przykleją się do nas. Udaje się to mu, a my nie możemy w żaden sposób się temu sprzeciwić. Momentalnie czujemy jego ciężar. Jesteśmy w stanie gdzieś pomiędzy byciem pod wodą, a na powierzchni. Jesteśmy pod ziemią. Człowiek ma wrażenie że zaraz wszystko wróci do normy, że wiatr przewieje tą chmurę w której się znaleźliśmy. Nic podobnego. Możemy czekać, nic się nie wydarzy.Ciemność nie jest jedynie brakiem światła, lecz jest gęstą otaczająca nas materią. Jeśli zamkniesz oczy, a potem je otworzysz nie zobaczysz różnicy. Po kilku minutach zdajesz sobie sprawę że nie wiesz czy masz opuszczone czy uniesione powieki. Nie jest to ciemność którą mamy w miastach, nocą oświetloną latarniami. Nie jest to ciemność która panuje w pokoju z zasłoniętymi firankami. Tutaj nasze wyobrażenia materializują się dosłownie. Po dłuższej chwili ku naszemu zdziwieniu zdajemy sobie sprawę że coś dostrzegamy, i nie jest to efekt fotonów wpadających przez źrenice naszych oczu. Dostrzegamy przed sobą jednocześnie zarys nierównej faktury ścian, sufitu, piasku i gwiazd. Nie widzimy ich dosłownie, lecz wyodrębniamy je z punktów przypominających szum monochromatyczny na zdjęciach. Te świetlne punkty zapalają się i gasną, zmieniają kształty, przemieszczają się jakby w gonitwie. Widzimy nasze myśli, to naprawdę są one. Notatka z wyprawy DE3P (15-17 listopad 2007) 21 listopad 2007 Adres email nie będzie udostępniany. |